Pisałem ostatnio o pozbyciu się 10 kilogramów tłuszczyku. Od tamtego wpisu minęło trochę czasu i wylało się trochę potu. Niestety po szybkim zrzucaniu na wstępie kilogramów po jakimś czasie waga stanęła w miejscu i drgnąć nie chciała. Nie zrażając się jednak cały czas przestrzegam diety i ćwiczeń. Raz dziennie Nordic w lesie, czasem dorzucam po południu jakiś spacer, rolki czy rower, jeśli jest czas.
Przez długi czas nie stawałem na wagę, bo nie lubię włazić na nią, co chwilę i nie widzieć progresu. Ostatnio jednak sie skusiłem i cyferki pokazały 97 kg! Oznacza to, że kolejna bariera, do której dążyłem została przekroczona. Kolejnym celem jest zejście poniżej 95 kilogramów, a później wiadomo – mniej niż 90 :) Cieszę się, że kilogramy cały czas spadają, tym bardziej, że odczuwam to na co dzień. Zawiązanie sznurówek w butach nie jest już taką mission impossible jak dawniej ;)

Komentarze

Share.

Leave A Reply