O autorze

Przez większą część swojego życia totalny ignorant jeżeli chodzi o sprawy kuchenne. Żyłem w przeświadczeniu, że to miejsce zarezerwowane dla kobiet, a mężczyzna ma tam wstęp jedynie w celu przyrządzenia sobie szybkiej jajecznicy. To danie było zresztą jedynym jakie potrafiłem zrobić.

zlasek 191

Pewnego dnia przyszła jednak nieoczekiwana zmiana. Trochę to nietypowe, ale pomogła mi w tej zmianie telewizja, a dokładniej zmiana pakietu telewizji satelitarnej. Otrzymałem w pakiecie program „Kuchnia+”, który namiętnie oglądałem godzinami. Pasjonowało mnie to z jaką łatwością prowadzący programy kulinarne poruszają się po „placu boju”, czyli kuchni, która była dla mnie jedną, wielką zagadką.

Po jakimś czasie leżenia przed telewizorem postanowiłem przejść do czynu i spróbować samemu. Okazało się wtedy (ku mojemu zdziwieniu), że w kuchni wcale nie trzeba zachowywać się jak starożytny alchemik pichcący tajne receptury, odważający każdy składnik dokładnie i z należytą ostrożnością. Doszedłem do jasnego i prostego wniosku – w kuchni można gotować tak jak nasze babcie. Na „szczyptę”, „odrobinę”, „garstkę”, „troszkę”, „troszeczkę” i „odrobinkę”. Nie trzeba trzymać się kurczowo przepisów i płakać gdy nie wyjdzie.

Najważniejszym jednak odkryciem było to, że kuchnia to niekoniecznie musi być plac boju. Może to być niezłe miejsce w którym można spędzić miło czas i mieć „fun”.

Po pewnym czasie postanowiłem połączyć zawód wykonywany (informatyk) oraz hobby jakim stało się „kucharzenie”. Stąd też powstał pomysł na bloga.