Pierwszy dzień mojego lepszego ‚ja’ za mną. Pora podsumowac to co się dziś wydarzyło. Przy okazji będzie to dobry czas na przeliczenie kalorii aby sprawdzić czy przypadkiem nie tutaj leży pies pogrzebany.

Podliczając wszystko do tzw. kupy wnioski mam w sumie jeden, ale ważny. Nie było aż tak źle. :-) Wydawało mi się, że będzie większy ‚koszmar’ i chodzenie na głodnego cały dzień, podjadanie co trochę i podkradanie się do lodówki. Okazało się, że udało mi się tego uniknąć, wydaje mi się, że kluczowe jest tutaj regularne spożywanie posiłków (w końcu!), które dostarcza organizmowi ‚paliwa’ cały czas.

  • śniadanie – 100g płatków owsianych z łyżką jogurtu naturalnego i łyżeczką miodu
  • 2 śniadanie – jedna pomarańcza
  • obiad – 100g ryżu z mięsem i pieczarkami
  • podwieczorek – 3 kabanosy
  • kolacja – 3 kromki razowego chleba z twarożkiem, szczypiorkiem i czerwoną papryką.

W tzw. międzyczasie 3 herbaty zielone i jedna Earl Grey z łyżeczką miodu i sporą ilością cytryny. Każda po około 0.5 litra, więc chyba ilość płynów dobra. Kibelek odwiedziałem dziś dość często.

Niestety cały dzień pogoda pod psem. Rano lało jak z cebra, przed południem lało, po południu lało, a pod wieczór napadało pełno śniegu ;( Niestety pogoda tak paskudna, że nie udało się wyskoczyć na żaden spacer czy kijki. 10 minut pośmigane na rowerku stacjonarnym. Tak delikatnie na rozgrzewkę jedynie żeby nie skończyć z zakwasami :)

Dodatkowo zakupy zrobione. Ciecierzyca, kuskus, kasza jaglana, zapas ryżu i gryczanej jest ‚na stanie’. W najbliższym czasie spodziewajcie się ciekawych przepisów.

Komentarze

Share.

Leave A Reply