Długo nie było nic na blogu. Niestety. W okresie wakacyjnym treningi i zrzucanie kilogramów musiałem (niestety) odwiesić na wieszak. Zabraliśmy się za remont domku, bo wyglądał już okropnie i strasznie i należała mu się mała odmiana. Pomalować taki wielki dom to nie taka prosta sprawa, trzeba było zestawiać rusztowania, wdrapywać się aż pod sam dach, skakać w tę i z powrotem z zaprawami, farbami, kompresorem i tysiącem innych rzeczy, które akurat się zapomniało na dole i do tego być w pełni sił przez cały dzień. Po codziennie standardowym Nordicu zazwyczaj muszę trochę odpocząć, a robota czekała, więc koniec końców musiałem się zdecydować. Czy nordic czy remont. Trochę bez możliwości wyboru był ten pozorny wybór ;)

Do wakacji „podchodziłem” z wagą 96,5 kg i dwoma dodatkowymi dziurkami w pasku do spodni. To całkiem dobry wynik moim zdaniem, bo jak niektórzy z was pamiętają startowałem od 112 kg. Wakacje i wrzesień minęły, a moja waga pokazuje właśnie 98 kg. :-( Jednak nie jest źle, bo w dalszym ciągu zapinam spodnie na drugą dorobioną do paska dziurkę. Wydaje mi się wiec, że częściowo wakacyjna harówka i targanie stalowych rusztowań w tę i z powrotem przyczyniło się do rozwoju mięśni. :-P

Z drugiej strony patrząc to dodatkowe dwa kilogramy po ponad trzech miesiącach to jest rewelacyjny wynik! Nie ma efektu jo-jo, a niektórzy w trzy miesiące potrafią wrócić do startowej wagi, albo nawet ją przekroczyć.

Chociaż pogoda za oknem nie sprzyja, bo od kilku dni jest deszczowo – wróciłem do regularnego wizytowania lasu z kijami. Zabieram się znów za swoje kilogramy, bo przede mną jeszcze masa pracy!

Komentarze

Share.

Leave A Reply