Bloga zielone koktajle znam od dawna. Obserwuję również fanpage na facebooku i często korzystałem z przepisów tam zamieszczanych. Problematyczne było jedynie „dogrzebanie” się do przepisu po jakimś dłuższym czasie np. aby komuś dać linka, gdy nawał nowych przepisów przysypywał ten, którego akurat szukamy. Czasem spędzałem na blogu długie minuty szukając tego, co mnie interesuje. Bezskutecznie. Jak to mawiają – „diabeł przykrył ogonem”.

Dlatego niezmiernie się ucieszyłem, gdy w moje ręce trafił egzemplarz recenzencki książki „Zielone koktajle – 356 przepisów” wydawnictwa Publicat. Moim zdaniem bardzo trafiony pomysł biorąc pod uwagę ilość różnego rodzaju przepisów na blogu czy fanpage. Teraz w prosty i niepochłaniający zbyt wiele czasu sposób, można znaleźć to, co nasz interesuje.

Świetne ilustracje, zróżnicowane przepisy

Świetne ilustracje, zróżnicowane przepisy, dużo informacji

Wydawać by się mogło, że koktajle to nic szczególnie skomplikowanego i trudnego. Ot, wystarczy wrzucić do blendera kilka składników i zmiksować. Osoby, które wykonują w domu koktajle dzielą się z grubsza na dwie grupy. Pierwsza to ta, która wie, co i dlaczego wrzuca i jakie są konsekwencje spożycia takiego koktajlu. Grupę drugą, która wrzuca składniki trochę bez wiedzy na tzw. czuja można podzielić znów na trzy mniejsze. Jedna, która wrzuca składniki, które po prostu lubi i preferuje je smakowo. Druga, która „katuje” się składnikami, o których czytali w necie, że „są zdrowe” i chociaż to, co wychodzi z blendera jest kompletnie niejadalne raczą się nimi bez przerwy. Widać to na przykładzie wszędobylskiego ostatnio jarmużu. Oczywiście – jest smaczny i zdrowy, ale z odpowiednimi dodatkami, a część ludzi spożywa go jedynie dlatego, że gdzieś na czyimś blogu przeczytali o nim i chcą być „na czasie”. Trzecia grupka ludzi to tzw. śmieciarze, którzy wrzucają do zmiksowania wszystko, co im zalega w lodówce nie bacząc na to czy to się komponuje, czy jest pożywne, pobudzające, czy jakiekolwiek. Dla nich koktajl to po prostu koktajl.

Nie twierdzę oczywiście, że którakolwiek z tych grup jest zła. Trzeba brać pod uwagę, że jeżeli na szali postawilibyśmy członka którejkolwiek z tych grup, oraz osobę, która nie piję żadnych koktajli to wiadomym jest, że dla zdrowotności i organizmu ważniejsze i lepsze będzie przyswajanie owoców i warzyw pod jakąkolwiek postacią i z jakichkolwiek pobudek niż ich całkowity brak. Ale wróćmy do lektury :)

Na początek - ważne informacje

Na początek – ważne informacje

Na początek dostajemy do ręki dość istotne informacje, z którymi warto się zapoznać. Wiem, że przeglądanie kolorowych obrazków jest lepsze, ale na prawdę – przeczytanie kilku pierwszych stron uchroni nas przed spaleniem sobie blendera, jeżeli posiadamy jakąś lichą, tanią wersję. Dowiemy się jak usunąć pestycydy i zanieczyszczenia z owoców i warzyw, które będziemy wykorzystywać do przyrządzania naszych smakowitych mikstur. Zaznajomimy się z pojęciem superżywność (ang. superfood) oraz z kilkoma produktami z tej grupy, dowiemy się jakie jest ich działanie. To ciekawe informacje i dobrze, że autorka poświęciła te pierwszych kilka stron na ich zawarcie.

Tytułowa zieleninka. :)

Tytułowa zieleninka. :)

Całość książki podzielona jest na kilkanaście różnego typu rozdziałów. Rozpoczynamy od koktajli śniadaniowych, przechodzimy przez odchudzające, oczyszczające, pobudzające i sezonowe. Dowiemy się także, które z roślin znalezionych w przydomowym ogródku lub łące na spacerze możemy użyć do stworzenia pysznego i zdrowego miksu. Panie zapewne będą zadowolone z działu „Koktajle odmładzające”, który zawiera kilka tajemnych mikstur, które pozwolą dłużej cieszyć się pięknym i młodym wyglądem bez zmarszczek za to z pięknymi włosami, paznokciami i skórą.

Na uwagę zasługują również trzy ostatnie rozdziały, czyli „Koktajlowe zupy kremy”, „Koktajle deserowe” oraz „Koktajle orzeźwiające i lody”. Warto do nich zerknąć, by mieć plan na zachwycenie swoich gości czymś, co można bardzo szybko wykonać, a wygląda i smakuje po prostu rewelacyjnie.

Smacznie i zdrowo

Smacznie i zdrowo

Całość okraszona jest pięknymi zdjęciami państwa Pochylskich, które nadają książce lekkiego charakteru. Przegląda się ją z wielką przyjemnością a owoce i warzywa uwiecznione na fotografiach aż się proszą aby je zjeść.

Jeżeli jesteś fanem robienia różnego rodzaju koktajli to wydaje mi się, że niniejsza książka, jest po prostu totalnym „must have”. Głównie po to by wiedzieć jak dobierać i komponować składniki z sensem by uzyskać odpowiedni efekt. Jeżeli masz już tę wiedzę, to pozycja może być świetną bazą, z której cały czas można czerpać inspiracje na własne kompozycje smakowe. U mnie zajmie ważne miejsce na kuchennej półce tak by nie raz i nie dwa po nią sięgać!

Książkę można kupić np. w księgarniach Matras, InBook, TaniaKsiążka oraz Publicat.

Dziękuję Wydawnictwu Publicat za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Komentarze

Share.

Leave A Reply